by katachreza | Apr 12, 2013 | ja, Pamięć, zdrowie, życie
Dziś mam dużo pierza do podarcia, oskubałam pół ptaków Hitchcocka, więc siadajcie. Czy Wy wiecie, że ci cholerni starzy rzymianie, a wszyscy nie żyją, więc że ci cholerni starzy rzymianie oznaczali sobie dobre i złe dni w kalendarzu w białych i czarnych kamyczkach, co jest zapisem uciążliwym do archiwizowania, ale wyjątkowo czytelnym. Taki prototyp infografiki do twardych danych. Widok czasu.
Ciekawe, jak im się układały wzory. Z życia. Czy szczęście i klęska migotały pepitką, kodem kreskowym, białym krukiem, czarną owcą? Czy po latach widać było równiutki, cykliczny ścieg czarnych rozpaczy i krachów po błogosławionych bielach ulgi? Czy te proporcje radości i smutku, nagle takie widzialne, ciągnące się przez dekady w uskokach i wzniesieniach, niosły komuś pocieszenie, stając się tą dobitną, spójną całością życia?
Myślicie, że przezwyciężali czarny kamień? Że dążyli do bieli? Mieli tylko laur, oliwę i wino, starożytne warsztaty z wizualizacji, oczyszczające podpalenia Rzymu i nowe peplum dla zakupoholiczek, oderint dum metuant. I co za paradoks, że przeżył ich własny język, a nie kalendarze, poczytałoby się te uproszczone biografie, porównało, kto, ach, kto miał gorzej.
Mocno waham się w ostatnich dniach nad wyborem koloru swojego kamyka. Wróciłam do świata z całą energią, a on mi się przedstawił i bardzo go lubię. Ale nie jest lekko, moja ulubiona skoczna piosenka łacińska Fortune plango vulnera stillantibus ocellis (losu opłakuję ciosy z łez pełnymi oczy) świetnie pasuje jako piosenka tygodnia. W ręce nieco bezwładniej niż zwykle nagle trzymam trochę nieoczekiwanie niedobrych wyników. Bardzo dyscyplinujące, zaskoczone uczucie, że to się wydarza, równie naturalne jak dialogi Isaury, znakomicie opisane u Zakurzonej.
Biały kamień, czarny kamień.
Czy mam wpływ na wzór końcowy?
Jak to podrzeć? Wiecie?
by katachreza | Mar 16, 2013 | ja, zdrowie, życie
 |
| Nicola Tesla in his Laboratory |
Zsuwam się z ostatnich dni nieprzytomna, spać. Zjeżdżalnia jak zawsze w wygodnym kształcie wstęgi Möbiusa, budzę się ciągle po tej samej stronie. Choruję chyba na przewlekłą fikcję. Bo przecież niemożliwe, żeby coroczne nieszczęścia miały taki dar regeneracji i wracały jak zły szeląg w tym zdzierskim systemie płatniczym “sobą za życie”. Straszna lichwa.
Więc jak co roku o tej samej porze, siedzę na tym cholernym przerdzewiałym wieczku od puszki Pandory i dopycham je nogą. A tak okropnie chciałabym pójść w miasto z butelką wina i kraść tulipany z zieleni miejskiej.
by katachreza | Mar 6, 2013 | państwo, zdrowie, życie
 |
| Sorry by Banksy |
Mam taki kaprys. Socjopatyczną zachciankę.
Żeby zmienić ustrój. Wykonać skromne działanie algebraiczne na kraju i ukrócić mnożenie się wydatków publicznych poprzez wyeliminowanie sektora publicznego. I poprzez konsekwentne zastąpienie go narodem.
Gdyż doszliśmy jakby do ściany i jest ona płaczu.
Nie myślę o komunizmie, socjalizmie, nie marzę o żadnych -izmach. Zauważam tylko surowo, że życie i zdrowie jest u nas obecnie najskuteczniej chronione i fundowane wyłącznie w modelu kickstarterowym.
Zrzucamy się gromadą, niespokojnym stadem na lekarstwa na raka, sztuczne nogi, płuca, operację serca. Zabezpieczamy najbardziej podstawowe potrzeby drugiego człowieka pospolitym ruszeniem, co w niemodnych słownikach określano współczuciem, miłosierdziem bądź czynieniem dobra. Bo nic więcej nie działa. Wyciągamy setki małych, słabych parasoli i śmieszni, ale nieugięci, stawiamy czoła nowym huraganom.
Co zdumiewające, naszych rozpaczliwie pierwszych potrzeb nie zabezpiecza państwo. Służba wypowiedziana zdrowiu. Lęk przed śmiercią mamy w tym kraju dwa razy: drugi raz – umierając, a pierwszy – słusznie bojąc się, że nikt nie zapłaci za to, abyśmy nie umarli.
Nie znam innych skuteczniejszych metod, aniżeli pomoc zwykłych dobrych ludzi.
Czy jest różnica między zrzucaniem się na realizację błyskotliwego projektu w http://www.kickstarter.com/, a cofundingiem życia?
Czy ja w tym potrzebuję państwa? I czy mogłabym uprzejmie zwolnić nasze władze, wyraźnie nie umysłowe? Chłopaki jakby nie są tanie w utrzymaniu, a mało obyte z naszą częścią rzeczywistości. Garną się do światła, i zawsze jest to światło przewodu pokarmowego. W dyplomacji skądinąd te same ruchy robaczkowe.
Więc bez państwa i władzy mam jakby więcej. Kraju, to co, może zabiorę Ci swoje podatki i wraz z resztą narodu zrzucimy się na autostrady? Będą do końca roku. Lekarstwa – w prostym modelu: chorzy je dostaną. Jedzenie? W moim prostym modelu świat wygląda na taki, którego wystarcza dla wszystkich.
To jak? Zrzucamy się na projekt Polska ;>?
Recent Comments