Sorry by Banksy

Mam taki kaprys. Socjopatyczną zachciankę.

Żeby zmienić ustrój. Wykonać skromne działanie algebraiczne na kraju i ukrócić mnożenie się wydatków publicznych poprzez wyeliminowanie sektora publicznego. I poprzez konsekwentne zastąpienie go narodem.

Gdyż doszliśmy jakby do ściany i jest ona płaczu.

Nie myślę o komunizmie, socjalizmie, nie marzę o żadnych -izmach. Zauważam tylko surowo, że życie i zdrowie jest u nas obecnie najskuteczniej chronione i fundowane wyłącznie w modelu kickstarterowym.

Zrzucamy się gromadą, niespokojnym stadem na lekarstwa na raka, sztuczne nogi, płuca, operację serca. Zabezpieczamy najbardziej podstawowe potrzeby drugiego człowieka pospolitym ruszeniem, co w niemodnych słownikach określano współczuciem, miłosierdziem bądź czynieniem dobra. Bo nic więcej nie działa. Wyciągamy setki małych, słabych parasoli i śmieszni, ale nieugięci, stawiamy czoła nowym huraganom.

Co zdumiewające, naszych rozpaczliwie pierwszych potrzeb nie zabezpiecza państwo. Służba wypowiedziana zdrowiu. Lęk przed śmiercią mamy w tym kraju dwa razy: drugi raz – umierając, a pierwszy – słusznie bojąc się, że nikt nie zapłaci za to, abyśmy nie umarli.

Nie znam innych skuteczniejszych metod, aniżeli pomoc zwykłych dobrych ludzi.
Czy jest różnica między zrzucaniem się na realizację błyskotliwego projektu w http://www.kickstarter.com/, a cofundingiem życia?

Czy ja w tym potrzebuję państwa? I czy mogłabym uprzejmie zwolnić nasze władze, wyraźnie nie umysłowe? Chłopaki jakby nie są tanie w utrzymaniu, a mało obyte z naszą częścią rzeczywistości. Garną się do światła, i zawsze jest to światło przewodu pokarmowego. W dyplomacji skądinąd te same ruchy robaczkowe.

Więc bez państwa i władzy mam jakby więcej. Kraju, to co, może zabiorę Ci swoje podatki i wraz z resztą narodu zrzucimy się na autostrady?  Będą do końca roku. Lekarstwa – w prostym modelu: chorzy je dostaną. Jedzenie? W moim prostym modelu świat wygląda na taki, którego wystarcza dla wszystkich.

To jak? Zrzucamy się na projekt Polska ;>?